logo.jpg


W nocy z 3 na 4 kwietnia 2006 roku, przy stacji kolejki SKM Gdańsk-Stocznia, pojawił się billboard, będący krytyką ostatnich poczynań ministra "sprawiedliwości" Zbigniewa Ziobry - w zakresie zaostrzania prawa oraz kryminalizacji życia społecznego.






1.JESTEŚ PRZESTĘPCĄ.
Przyjęty w zeszłym tygodniu przez rząd, projekt tzw. 24-godzinnych sądów jest kolejnym krokiem, ku patologizacji życia społecznego i stanowi furtkę dla wszelkiego rodzaju nadużyć. Pomysły mistra "sprawiedliwości" Zbigniewa Ziobry przywracają peerelowskie pojęcie "czynu chuligańskiego" i od dłuższego czasu spotykają się z ogromnym sprzeciwem środowisk prawniczych. Ich zdaniem konsekwencją zmian będzie "nie tylko naruszenie elementarnych praw obywateli, ale (...) w perspektywie kilkuletniej wzrost przestępczości". Chwytliwe hasła nastawione na szybkie zdobycie poklasku i popularności PiS-u (teraz już także Platformy - ponieważ i ta poparła ów projekt) nie mogą spotkać się z przyzwoleniem społeczeństwa - pod maską politycznego bełkotu, stanowią oczywisty zamach na wolność każdego z nas. Rozwiązanie proponowane przez rząd rozszerza znacznie przedmiotowy zakres "chuligaństwa", co sprawia, że definicja tego czynu jest jeszcze bardziej nieprecyzyjna i otwiera drogę do rozmaitych nadużyć. Postępowanie dowodowe prowadzone pod presją superekspresowego terminu, siłą rzeczy stwarza ryzyko powierzchowności. Nie trzeba tu chyba dodawać, że owe nadużycia przy obecnym i tak dużym już natłoku pracy policji to m.in. brak właściwego zabezpieczenia dowodów, stronniczość, brak zapewnienia pomocy psychologicznej czy zaniedbania odnośnie należytej ochrony ofiary. W grę wchodzi także zwykła agresja ze strony funkcjonariuszy, motywowana poczuciem wyższości, brakiem jakichkolwiek konsekwencji oraz przyzwoleniem ze strony wyżyszych szczebli władzy (po brutalnej pacyfikacji zeszłorcznego "Marszu Równości" w Poznaniu, szef MSWiA Ludwik Dorn powiedział: "dla postępowania policji wyrażam pełne uznanie"). Niedawny wypór byłego naczelnika Aresztu Śledczego w Gdańsku, Henryka Biegalskiego, na szefa więziennictwa nie pozostawia wątpliwości co do kierunku dążeń Pis-u. Biegalski to komunistyczny aparatczyk, odpowiedzialny za brutalną pacyfikację strajku głodowego więźniów w owym areszcie 22 lipca 1982 roku. Oto relacja jednego z uczestników tamtego protestu: "Strażnicy wchodzili do cel z psami, rozbierali nas do prawie do naga, poniżali, a tych którzy nie poddawali się presji wyciągali z cel i w innych pomieszczeniach bili. Mnie wyciągnęli dwa razy. Rzucili na podłogę i polewali mleczną zupą i tłukli wielkimi pałami w grupie 5-7 strażników. Do nieprzytomności. Potem zanosili do celi i wpychali łyżkę z zupą. Gdy odmówiłem jeszcze raz, znowu zabrali mnie do celi i tłukli tak samo do nieprzytomności. Miałem wówczas 17 lat". Dopiero po interwencji mediów, Ziobro wycofał kandydaturę Biegalskiego.

Zwiększenie liczby postępowań o dodatkowe 200 tyś. w ciągu roku, napewno odbije się na postępowaniach wobec poważniejszych przestępstw. Statystyki podają iż np. wykrywalność gwałtu wynosi ok. 82 proc. Pamiętajmy jednak, że większość tego typu spraw nie jest wogóle zgłaszana, a jak twierdzą organizacje feministyczne, organy ścigania bagatelizują sprawę i sugerują ofiarom wycofywanie oskarżeń. Nie trudno sobie wyobrazić, co będzie się działo, kiedy priorytetowymi działaniami policji stanie się łapanie drobnych złodziejaszków i nastolatków piszących po murach. Polski etyk - Edward Abramowski twierdził: "Prawo wchodzi w życie , gdy jest WYKONYWANE, nie zaś gdy jest UCHWALONE. Stąd też władza uchwalająca prawa ma daleko mniejsze znaczenie niż władza wykonawcza, ona bowiem tworzy prawo KONKRETNE nie zaś ABSTRAKCYJNE.[...] Wykonywanie (prawa) może nadać abstrakcji taki sens, jakiego ono nie posiadało w umysłach swoich twórców". Zwiększanie liczby funkcjonariuszy zatem tylko pogarsza sprawę. Problem leży w kondycji psychicznej społeczeństwa, w jego frustracjach i lękach. Alternatywą może być ingerencja w świadomość społeczną, poprzez podejmowanie kroków na rzecz przekształcania agresji oraz działania na rzecz pokoju. To jedyne rozwiązanie jakie widzę dla tego problemu.

Liczba ludzi oczekujących na odbycie kary więzienia to dziś około 38 tyś. Jest to liczba równa małemu miasteczku. Wiceminister Kryże, pytany czy nie obawia się, że po wdrożeniu szybkich sądów skumuluje się liczba skazanych, którzy już teraz czekają na odbycie kary odparł: "musimy dać z tym sobie radę". Nie potrafił jednak sprecyzować w jaki sposób zamierza się tego podjąć. A większy ścisk w celach to większe nasilenie przemocy w więzieniach. To tak jakby sądy przekazywały sprawę dalej - jawnym więziennym samosądom. Liczba przypadków znęcania się nad współwięźniami wzrosła w 2005 r. (w porównaniu z 2004) o jedną czwartą, ciężkich pobić za murami było więcej o 90 proc., zaś samouszkodzeń o 20 proc. Ogólna liczba agresywnych zachowań w celach przekroczyła natomiast 2,5 tyś. w skali roku.

Jak podają media: "rosnące od 2000 r. przeludnienie, doprowadziło do przekształcenia na cele mieszkalne pomieszczeń na zajęcia kulturalno-oświatowe". W ten sposób uzyskano 4,6 tyś. dodatkowych miejsc i więcej uzyskać nie można. Wizja budowy prywatnych więzień oraz przekształcania na nie PGR-ów, które wielu czołowych profesorów prawa najzwyczajniej przyrównuje do łagrów to kolejny dowód, że zmierzamy w kierunku rządów uzurpatorów. Minister sprawiedliwości zapowiada również budowę nowych więzień z pieniędzy podatników. Ma to kosztować 1 mld 700 mln zł. Zamiast przedszkoli, szkół i obiecywanych mieszkań będziemy więc budować zakłady karne. Swojej obłudy Ziobro nie stara się nawet ukryć - stwierdził, że więzień powinien płacić za pobyt w celi. Gdy zaś tego zaniecha , jego wyrok się wydłuży. Program Ziobry otwiera także drogę, do pozyskiwania taniej siły roboczej, przez korporacje do których należeć mają prywatne filie jego "łagrów". Podobnie np. dzieje się w USA, gdzie więźniowie za prawie zerowe wynagrodzenie szyją ubrania dla armii. Takie rozwiązanie spowoduje jeszcze większy w skali kraju wzrost bezrobocia, gdyż biznesmeni będą budować przywięzienne fabryki tylko po to, aby zatrudniać w nich więźniów (i płacić im o połowę mniej albo wcale). Pomysł wprowadzenia weekendowych więzień graniczy natomiast z absurdem. Alimenciarz, będąc zmuszony w dni powszednie pracować, w weekendy zaś siedzieć w celi, to jak bohater z "Procesu'' Kafki. Gdyby jednak te 1500 zł, jakie jest przeznaczane miesięczne na utrzymanie więźnia dać matce dziecka, wiele dzieci dostałoby szansę na godziwe życie.

Sposób na przeludnienie więzień znalazł z kolei klub SLD. Planuje on wprowadzenie obroży dla osób skazanych na kary więzienia poniżej roku. Przestępca nie siedziałby w celi, lecz mógłby się poruszać na wolności, po danym obszarze wyznaczonym przez sąd - np. po domu czy do pracy. Obroża sygnalizowałaby jego położenie oraz alarmowała o opuszczeniu wyznaczonego terenu. W Polsce obrożę zamiast więzienia, jak uważa SLD, miałoby nosić nawet 15 tyś. skazanych. Koszt budowy systemu monitorującego to aż 135 mln zł . Cały system składa się z trzech części: nadajnika, odbiornika podłączonego do linii telefonicznej (lub telefonu komórkowego) oraz komputera. System komputerowy miałby sprawdzać, czy osoba monitorowana przebywa w mieszkaniu i odnotowywać jej samowolne oddalanie się. Byłaby to doskonale zorganizowana forma współczesnego niewolnictwa, nie pozwalająca jednostce na żaden ruch, poza oficjalnie wyznaczonymi kierunkami postępowania, czy też pewnymi narzuconymi z góry sposobami myślenia.

2.TWOJE PRAWO
"We wprowadzeniach do prawa jest mowa o takiej pomyłce: Przed prawem stoi odźwierny. Do tego odźwiernego przychodzi człowiek ze wsi i prosi go o wstęp do prawa. Ale odźwierny powiada, że nie może mu teraz udzielić wstępu. Człowiek zastanawia się i pyta, czy nie bedzie mógł wejść pózniej. -Możliwe - powiada odźwierny - ale teraz nie. - Ponieważ brama prawa stoi otworem, jak zawsze, a odźwierny ustąpił w bok, schyla się człowiek, aby przez bramę zajrzeć do wnętrza. Gdy odźwierny to widzi, śmieje się i mówi: - Jeśli cię to kusi, spróbuj mimo mego zakazu wejść do środka. Lecz wiedz: jestem potężny. A jestem tylko najniższym odźwiernym. Przed każdą salą stoją odźwierni, jeden potężniejszy od drugiego. Już widoku trzeciego nawet ja znieść nie mogę. - Takich trudności nie spodziewał się człowiek ze wsi. Prawo powinno przecież każdemu i zawsze być dostępne, myśli, ale gdy teraz przypatruje się dokładnie odźwiernemu w jego futrzanym płaszczu, jego wielkiemu, spiczastemu nosowi, jego długiej, ciękiej, czarnej, tatarskiej brodzie, decyduje się jednak, aby raczej czekać, aż dostanie pozwolenie na wejście. Odźwierny daje mu stołeczek i pozwala mu siedzieć przed drzwiami. Tam siedzi dnie i lata. Robi wiele starań, by go wpuszczono i zamęcza odźwiernego prośbami. Odźwierny urządza z nim nieraz małe przesłuchania, wypytuje go o jego kraj rodzinny, i o wiele innych rzeczy, ale są to obojętne pytania, jakie stawiają wielcy panowie, a w końcu wciąż mu powtarza, że jeszcze nie może go wpuścić. Człowiek który dobrze zaopatrzył się w podróż, zużywa wszystko, nawet najcenniejsze przedmioty, na przekupienie odźwiernego. Ten wprawdzie wszystko przyjmuje, ale mówi przy tym: - Biorę to tylko dlatego, byś nie sądził, żeś czegoś zaniedbał. - W ciągu tych wielu lat obserwuje człowiek odźwiernego prawie nieustannie. Zapomina o innych odźwiernych i ten pierwszy wydaje mu się jedyną przeszkodą przy wejściu do prawa. W pierwszych latach przeklina swą nieszczęsną dolę głośno, pózniej gdy się starzeje, mruczy już tylko pod nosem. Dziecinnieje, a że w tym długoletnim obcowaniu z odźwiernym poznał także pchły na jego futrzanym kołnierzu, prosi i je również, by mu pomogły i nakłoniły odźwiernego do ustępliwości. W końcu światło jego oczu słabnie i nie wie już, czy wokoło niego staje się naprawdę ciemniej, czy tylko oczy go mylą. A jednak poznaje teraz w ciemności jakiś blask, niegasnący, który bije z drzwi prowadzących do prawa. Odtąd nie żyje już długo. Przed śmiercią zbierają się w jego głowie wszystkie doświadczenia całego tego czasu w jedno jedyne pytanie, którego dotychczas odźwiernemu nie postawił. Kiwa na niego, ponieważ nie może już podnieść drętwiejącego ciała. Odźwierny musi się nisko nad nim pochylić, gdyż różnica wielkości zmieniła się bardzo na niekorzyść człowieka. - Co chcesz teraz jeszcze powiedzieć? - pyta odźwierny. - Jesteś nienasycony. - Wszyscy dążą do prawa - powiada człowiek - skąd więc to pochodzi, że w ciągu tych wielu lat nikt oprócz mnie nie żądał wpuszczenia? - Odźwierny poznaje, że człowiek jest już u swego kresu, i aby dosięgnąć jeszcze jego gasnącego słuchu, krzyczy do niego: - Tu nie mógł nikt inny otrzymać wstępu, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie. Odchodzę teraz i zamykam je". - F. Kafka.

 

Powrót