logo.jpg


20 października 2007 r., w samym centrum Warszawy, na ulicy Marszałkowskiej (naprzeciwko Teatru Rozmaitości), pojawił się nielegalnie wyklejony billboard, nawolujący do bojkotu wyborów.
















Robiąc go, chciałem podkreślić moją niechęć do każdej ze startujących partii i zachęcić ludzi do bojkotowania elekcji. Na billboardzie umieściłem przedstawicieli sześciu największych partii, biorących w nich udział. Każda z postaci miała dla swoich zwolenników coś w prezencie:

- Tusk - dzierżył pejcz neoliberalizmu.
- Kwaśniewski - bombę, ze znalezionego w końcu w Iraku składu broni masowego rażenia.
- Giertych - szubieniczy sznur - jako zadeklarowany obrońca życia i zarazem zwolennik kary śmierci.
- Kaczyński, mąż sprawiedliwy - kajdanki.
- Lepper - z myślą o naiwnych rolnikach, zaostrzył na tę okazję kosę.
- Pawlak zaś nieco bardziej dosadnie pokazując, że ma wszystkich w dupie, nie przygotował żadnego prezentu.

''Jeden z argumentów "za wyborami", dość często podnoszony, ma naturę naiwnej wiary, że istnieją politycy i partie, które pomimo różnych pokus, są godne zaufania. Zaufanie do polityków pochodzić może tylko ze społecznej możliwości kontroli ich poczynań, a nie z wiary w ich cechy osobowościowe, choć oczywiście mogą one tej kontroli sprzyjać. Banałem jest chyba stwierdzenie, że uczciwie reprezentować daną grupę może tylko osoba z nią bezpośrednio związana, w innym przypadku, dla wyalienowanego społecznie polityka, grupą odniesienia stają się jego parlamentarni i partyjni koledzy, a nie wyborcy. I jak to powiedział Bakunin, kiedy już stają się przedstawicielami ludu, reprezentują nie społeczeństwo, ale siebie i swoje pretensje do kierowania nim.'' - dr. socjologii, Jarosław Urbański.

Bojkotując wybory wystepuję przeciwko ograniczaniu mojej wolności, pod pozorem dbania o dobro narodu, obywateli, kraju etc., przeciwko próbom wyzyskiwania mnie, przez narzucanie jarzma w postaci podatków, przeciwko wikłaniu mnie za ich pomocą w brudną wojnę w Iraku i Afganistanie. Każdy kto odbiera mi prawo do samostanowienia o sobie, narzucając swoje prawa i tym samym zmuszając mnie do działania wbrew mojej woli jest moim wrogiem. Dopóki istnieje władza człowieka nad człowiekiem, dopóty istnieć będzie dyskryminacja, fanatyzm, strach, przemoc i cierpienie. Żadna władza nie jest w stanie zagwarantować mi ani dobrobytu, ani sprawiedliwości, zaś przedwyborcze obietnice jak zwykle spłyną ściekiem. Tylko odrzucając system i tworząc organizację społeczną oddolnie, na mocy dobrowolnej ludzkiej solidarności i wzajemnego szacunku, poza kontrolą urzędniczo-policyjną, możemy dażyć do sprawiedliwszego społeczeństwa.

 

Powrót